Open’er Festival – festiwal otwarty na ludzi

Faith No More_IMG_5889_m_murawskiPodczas jednego z ostatnich obiadów, w dużym rodzinnym gronie płynnie przeszliśmy przez wszystkie standardowe tematy: pogoda, kolejne sportowe auto mojego kuzyna, oraz dlaczego nie mam chłopaka. Ze względu na okres wakacyjny rozmowa przeszła na tematy związane z planami wypoczynkowymi. “Jadę na Opener’a”- oświadczyłam. “Znowu?!” – usłyszałam od jednej z ciotek, „Który to już twój festiwal? Nie jesteś na to za stara?” I w tym momencie każdemu czytelnikowi należy się pewne wytłumaczenie: to był mój szósty udział w Open’er Festival, i nie, nie jestem na to za stara.

Po tylu latach udziału w Open’er Festival można powiedzieć, że jestem stałym bywalcem przygotowanym na wszystkie możliwe sytuacje: od skwaru z nieba aż po rzęsistego deszczu padającego przez kilka dni, zawsze z rozpiską koncertów pod ręką. Według niektórych osób powinnam także nosić na nadgarstku wszystkie do tej chwili zebrane opaski oraz recytować line – up każdej z edycji, z podziałem na sceny. Na szczęście tak nie robię. Chętnie za to dziele się informacją kiedy można wziąć ciepły prysznic w darmowych miejscach bez kolejki, wiem też ile minut potrzeba na przejście z Open’er Stage do Tent Stage.

Na szczęście w tym roku kalosze nie były potrzebne, przydał się natomiast krem z filtrem ponieważ pogoda była istnie wakacyjna. Koncerty zostały tak ustawione aby możliwe było swobodne przejście z pod jednej sceny na drugą. Oczywiście znajdą się hejterzy, które będą narzekać, że zespołów było mniej niż w poprzednim roku, że było za gorąco w dzień, piwo za zimne, a przerwy niewystarczająco długie. Cóż, nie wszystkim można dogodzić, i należy skupić się na pozytywnych stronach festiwalu, których było o wiele więcej niż negatywnych.

foto_ Tomek Kaminski_3 dzien _Opener 2014_ 099Pierwszą rzeczą, którą moim zdaniem należy zaliczyć do sukcesów było sprowadzenie do Polski zespołu Haim. Ze względu na ich rosnącą popularność uważam to za duży wyczyn, który zapewne wymagał wiele pracy i wysiłku. Przeszłam cały festiwalowy teren aż dotarłam do Tent Stage spodziewając się dobrej muzyki na średnio energicznym koncercie. Zostałam mile zaskoczona gdyż siostry Haim to niezłe ziółka, utalentowane muzycznie i pełne energii. Filigranowa uroda, skąpy strój i gitary w rękach – nie dziwię się, że tylu chłopaków zgromadziło się pod sceną.

Polskie zespoły cieszyły się takim samym zainteresowaniem jak zagraniczne. Byłam mile zaskoczona gdy jeden z anglików zaczął recytować tekst piosenki Melt autorstwa zespołu Kamp!. Trudny do opisania był smutek na twarzy mojego przyjaciela z Australii, który gdy dowiedział się o odwołaniu koncertu The Dumplings doszedł do wniosku, że skoro przejechał dla nich kulę ziemską dla nich to powinni zrobić dla niego to samo. Artur Rojek i jego ponad przeciętny występ podczas, którego towarzyszył mu chór złożony z dzieci oraz emerytów przypadł do gustu wszystkim, którzy znaleźli się w Tent Stage. Natomiast Bokka i ich kosmiczne stroje to był prawdziwy odlot, dawno nie byłam na tak energicznym koncercie jak właśnie ich.

 

Jeśli mam podsumować festiwal zgodnie z kalendarium to z pośród środowych występów wyróżnił się Haim, który moim zdaniem był również najlepszym koncertem na Open’erze. Nocą Jamie XX dał czadu w Beat Stage. Drugi dzień to sukces zespołu Bokka oraz dzikiej . Piątek należał do Banks, której występ emanował emanował seksem. Skromna wokalistka o niebiańskim głosie wabiła publikę swoim czarnym głosem. Do sukcesów tego dnia należy również zaliczyć występ Kamp!, na który, mimo później pory czekał tłum fanów. Ostatni dzień festiwalu i ostatni koncert – wszyscy czekali na Phoenix. Można też usłyszeć opinię, że podczas niedzielnego dnia warto było iść pod Here&Now Stage aby zobaczyć Bastille. Jednak moim zdaniem ta opinia należy do nastolatek, które wyrosły już z Justina Bieber’a i nie mają chęci dalszego rozwinięcia swojego gustu muzycznego. Nie mogę też zrozumieć dlaczego tak bardzo przeciętny zespół, kojarzony prze ze mnie z komercyjnością i lekko kiczowatym stylem boys bandu został zaproszony do udziału w tak prestiżowym festiwalu.

IMG_0839

Muszę przyznać, że byłam zasmucona informacją, że zespół Chromeo odwołał całą swoją trasę koncertową i nie wystąpił podczas festiwalu. Podobna sytuacja przytrafiła się debiutującemu The Dumplings, szkoda, była to ogromna szansa zaprezentowania się większemu gronu. Widziałam ich występ w klubie Sfinks700 i byłam pod ogromnym wrażeniem, chciałam zobaczyć jak poradzą sobie na dużej scenie. Na szczęście organizatorzy szybko na ich miejsce zaproponowali Domowe Melodie. Brakowało mi też Catz’n’Dogz – to mój ulubiony polski duetów DJ, dla których zawsze przemierzałam nad ranem teren festiwalu aby dotrzeć do Beat Stage.

 

Jak po każdej edycji czas na refleksje, należy zadać sobie pytanie jak będzie wyglądać Open’er Festival za kilka lat. Widać wyraźny zwrot ku muzyce elektronicznej (występ Jamie XX czy Tourist) przepleciony z klasyką rocka (Faith No More). Niestety, próba zaspokojenia oczekiwań całego przekroju społeczeństwa może doprowadzić do sytuacji gdy nikt nie będzie zadowolony. Polska znana jest jako kraj festiwalowy, do którego podczas wakacji przyjeżdża cała Europa aby posłuchać muzyki na żywo. Open’er Festival to największa impreza tego typu w kraju i prawdopodobnie nikt nie jest w stanie powtórzyć ich sukcesów, należy jednak pamiętać, że konkurencja rośnie i nawet gdy jest niewielka, nie wolno jej ignorować.

 

Za chwilę Internet wypełni się recenzjami koncertów, będą one pochlebne lub nie, subiektywne lub próbujące zachować obiektywizm. Jednak nawet najlepszy zespół nie jest w stanie sprawić, że będziecie się dobrze bawić na jakimkolwiek festiwalu. Najważniejsi są ludzie, z którymi tam jesteście. Tańczenie samotnie w tłumie lub biwakowanie wcale nie jest zabawne, nawet jeśli wokół Was jest tłum zwariowanych ludzi przebranych za Power Rangers czy biegających w samych skarpetkach po trawie. Dla mnie, najlepszą częścią festiwalu było siedzenie przed namiotem medialnym wraz z przyjaciółmi i próba zrobienia grupowego selfie aparatem jednego z fotografów. Uwierzcie mi, to był prawdziwy wyczyn ponieważ obiektyw był dłuższy niż nasze ręce.

 

Drogie Alter Art – życzę Wam dalszych sukcesów, bez nazwy piwa w nazwie, czy z nią – i tak Wasz festiwal jest godny polecenia każdemu kto spragniony jest udziału w plenerowej imprezie muzycznej na wysokim poziomie. Mam nadzieje, że ponownie otrzymacie statuetkę Best Major Festival. Wasze zaangażowanie i praca powinna zostać wyróżniona. Do zobaczenia za rok!

 Joanna Anna Domaros